Jesien na Kercelaku

 
9788379980499: Jesien na Kercelaku
Présentation de l'éditeur :

WIECH jednakowo zachwyca juz czwarte pokolenie. Przedtem dziadków i rodziców. Teraz znów dzieci i wnuków. Pokladamy sie ze smiechu i zarazem ciarki nas przechodza Lekcja wytwornych manier w 8 obrazach. Mimo ciaglych nawolywan do wzajemnej uprzejmosci. Mimo przekonujacych argumentów, ze wzajemne ustepstwa umilaja zycie, daleko nam jeszcze do idealnych pod tym wzgledem stosunków.

Les informations fournies dans la section « A propos du livre » peuvent faire référence à une autre édition de ce titre.

Acheter D'occasion Afficher le livre
EUR 11,55

Autre devise

Frais de port : EUR 14,50
De Pologne vers Etats-Unis

Destinations, frais et délais

Ajouter au panier

Meilleurs résultats de recherche sur AbeBooks

1.

Stefan Wiechecki Wiech
Edité par Vis a vis/Etiuda, Krakow (2015)
ISBN 10 : 8379980492 ISBN 13 : 9788379980499
Ancien(s) ou d'occasion Paperback Quantité : 9
Vendeur
Literacki24
(Ossy, Pologne)
Evaluation vendeur
[?]

Description du livre Vis a vis/Etiuda, Krakow, 2015. Paperback. (125X195). polski/Polish; Pages/stron: 228; Categories: Literatura piekna polska i obca; Opis: WIECH jednakowo zachwyca juz czwarte pokolenie. Przedtem dziadkow i rodzicow. Teraz znow dzieci i wnukow. Pokladamy sie ze smiechu i zarazem ciarki nas przechodza Lekcja wytwornych manier w 8 obrazach Mimo ciaglych nawolywan do wzajemnej uprzejmosci. Mimo przekonujacych argumentow, ze wzajemne ustepstwa umilaja zycie, daleko nam jeszcze do idealnych pod tym wzgledem stosunkow. Lokciami toruja sobie ludzie droge do tramwaju. Lokciami bronia zdobytych miejsc na wszelakiego rodzaju widowiskach sportowych, wyscigach, uroczystosciach itd. Uwazajac, ze walke z tymi nieprzyjemnymi objawami nalezy prowadzic metoda pogladowa, zapragnalem pokazac, jak dwaj nieuprzejmi panowie zachowuja sie wobec siebie w wyzej przytoczonej sytuacji. (1) Z poczatku patrza na siebie z ukosa, potem rozsuwaja lokcie, chcac zajac mozliwie najwygodniejsza pozycje, wreszcie zawiazuje sie miedzy nimi rozmowa. –Czego pan szanowny tak sie rozpycha? –Co znaczy sie rozpycham. To pan sie rozpycha. –Ja sie rozpycham? –Wiadomo. Ja tu stoje moze dwie godziny i nikt mnie zlamanego slowa nie powiedzial. A jak tylko sie pan tu wkreciles, juz pana przeszkadzam. –Przede wszystkiem licz sie pan ze slowami. Kto sie wkrecil? Wszyscy widzieli, ze tu stoje od poczatku. To pana szanownego nie wiadomo skad cholera tu wniesla. –Tylko nie cholera, tylko nie cholera. –No to wielka niespodziewana grypa. A w ogolnosci nie mam zyczenia z byle kiem rozmawiac. I ostatni raz pana prosze, posun sie pan. (2) –A ja nie chce. –Nie chcesz pan? –Nie! –Nieeee? –Nie! –No to nie. Ale bedziesz pan zalowal. I pan w miekkim kapeluszu, chwytajac sie oburacz balustrady, calym cialem napiera na przeciwnika, chcac go wypchnac ze stanowiska. Ale i mlodzian w melonie chwyta za balustrade, nie pozwalajac sobie wydrzec raz zajetej pozycji. Spychany jednak w prawo, napiera na drugiego swego sasiada, pana w szarej jesionce, ktory czuje sie tym dotkniety i mowi opryskliwie: –Panie mlody, stoj pan o wlasnej sile, bo jak nie, to ja pana ustawie. –Co moge zrobic, kiedy sie ten pan pcha. –To mnie nie obchodzi, tylko zaznaczam, ze na malem palcu lewej nogi posiadam odcisk, i o wiele kopniesz mnie pan w niego, moze byc krewa, bo na tem ponkcie jestem honorowem. Potem zwraca sie do pana w miekkim kapeluszu: –Swojem porzadkiem dziwi mnie to, ze pan, czlowiek powazny, przepiera sie z takim mlodziakiem. Daj mu pan raz z wierzchu w deciak, az mu na oczy nalizie, i spokoj. (3) –Zeby ja go czasem nie dalem. –O kiem mowisz, petaku? –O ci. –Panie starszy, nie daj pan sie tykac. Przeciez za ojca dla tego mlodziaka moglbys sie pan zostac –wtraca jegomosc w jesionce. Pan w miekkim kapeluszu obrusza sie wyraznie. –Ja bym mial miec pudla syna? Idzze pan! –A jakbys pan sam w starozakonnej religii sie urodzil. Tyz pan bylbys pudel. –Nie moglbym niem byc, bo Kozuchowski sie nazywam. –Mowi sie w przypuszczeniu, a w kazdem badz razie taki piper nie ma prawa przeciwko starszej osobie bluznic, naucz go pan szaconku dla lysej glowy i daj mu w ucho, az sztywniak zgubi. Starsza osoba ulega wreszcie tym namowom i zrzuca mlodziencowi melonik. (4) –Podnies pan kapelusza. –Co? Ja ci go podniese? Dlugo bedziesz na to czekal! –Podnies pan kapelusza! –Mlody, jeszcze raz uwagie panu czynie, stoj pan o swojej sile, bo na prawo znajduje sie moj odcisk i w razie czego ciezko bedziesz pan u mnie przegrany. A procz tego logiki, lobuzie, nie posiadasz. Przeciez o wiele ten ow pan zdrucil ci kapelusz, to nie na to, zeby go teraz podnosic. –Podnies pan kapelusza!!! –Panie starszy, za upartosc nalezy mu sie w ryja. Trza sie zajac jego wychowaniem i nauczyc, jak w publicznem miejscu ma sie znajdowac. W przyszlosci bedzie panu za to wdzieczny. (5) –O! tak, to bylo niezle. Teraz jeszcze blache w czolo, zeby w niem ambicje poruszyc. (6) –Dobrze, a teraz za karakuly go i lbem o barierkie tak dlugo, az zrozumie, ze wiek ma swoje prawa. (7) –Tylko znowuz w rekie nie daj sie pan gryz. N° de réf. du libraire mZCV16

Plus d'informations sur ce vendeur | Poser une question au libraire

Acheter D'occasion
EUR 11,55
Autre devise

Ajouter au panier

Frais de port : EUR 14,50
De Pologne vers Etats-Unis
Destinations, frais et délais